Cześć! Z tej strony Dorota Traczyk, a Ty słuchasz podcastu „O rozsądnym podejściu do zdrowego odżywiania”. Dieta? To tylko dieta. Zapraszam na dzisiejszy odcinek z serii w krzywym zwierciadle poświęconej zaburzeniom odżywiania. 


Dorota: Dzisiejszym moim gościem jest Zuza Afrykańska, która zgodziła się, aby porozmawiać o swoich doświadczeniach z zaburzeniami odżywiania na tle zawodu, którym się zajmuje, czyli modelingu. Na początku bym chciała poprosić Cię o to, abyś powiedziała o sobie kilka słów. A później przejdziemy do kwestii zaburzeń odżywiania i Twoich doświadczeń oraz pokazania tego, w jakim momencie jesteś teraz.

Zuzanna: Witam wszystkich. Mam na imię Zuzanna Afrykańska. Mam 22 lata. Aktualnie studiuję psychologię. Modelingiem zaczęłam się zajmować w liceum, ponieważ mam 180 cm wzrostu, więc jestem wysoka. Pasowałam do modelingu, ponieważ moja twarz była trochę „inna”. Mnóstwo znajomych mówiło: Zuzia, spróbuj tego, bo na pewno zajdziesz daleko i na pewno tam pasujesz. Moja rodzina też była dobrze do tego nastawiona, więc stwierdziłam, że spróbuję. Pod koniec 1 klasy liceum zainteresowałam się tą kwestią. Szukałam różnych agencji, do których mogłabym pójść i się przedstawić.

D: Czyli w pierwszej kolejności poszłaś do agencji, żeby się sprawdzić i to było tak, że od razu Cię przyjęli czy musiałaś sprawdzić się w jakimś sensie? Jak to wyglądało?

Z: To wyglądało tak, że wiedziałam, że jakaś nowa agencja się otwiera, wygląda fajnie, więc spróbuję do tej. Nie startowałam na początku do wielkich agencji. Poszłam tam, wzięłam swoje bikini, bo chcieli od razu zrobić mi zdjęcia. Byłam trochę zestresowana, ale dałam radę. Powiedzieli mi, żebym trochę zgubiła tu i tam, bo mam za dużo centymetrów w biodrach i talii. Wyglądałam normalnie, jak na swój wiek i wzrost. Nie byłam zbytnio wychudzona, ale też nie byłam gruba. Wyglądałam dobrze, więc się zdziwiłam o co chodzi. Kiedy dowiedziałam się, że w modelingu są pewne konkretne wymiary, których trzeba przestrzegać – bo wszyscy projektanci tylko na to patrzą – i jak się idzie na casting, ma się swoją kompozytkę, czyli kartkę papieru, na której jest zdjęcie i są wymiary. Im mniejsze wymiary, tym lepiej. Musiałam zgubić 10 cm z bioder i talii. Na początku podeszłam do tego trochę niechętnie. Długo to trwało zanim się za to wzięłam, dlatego u mnie to wszystko długo trwało. Stwierdziłam, że spróbuję, bo co mi szkodzi. Dostałam od bookerki – czyli takiej osoby, która wyłapuje modelki – dostałam dietę, że mam jeść 5 posiłków dziennie co 3 godziny. Tak to się zaczęło. Planowałam i robiłam sobie 5 posiłków dziennie. Dała mi przykładowy jadłospis, ale sama sobie go później podpasowałam pod siebie. Nawet nie wiem ile miał kalorii, bo byłam zielona w tym temacie. Nie wiedziałam o co chodzi, jak to się właściwie dzieje, że człowiek chudnie. Od urodzenia jestem osobą „matfiz”. Interesowała mnie matematyka, fizyka a do biologii mnie w ogóle nie ciągnęło. Tak do wyglądało w tej kwestii.

D: Rozumiem, że w pewnym momencie zawzięłaś się, czyli jadłaś zdrowiej? Z tego co mówisz to nie była ekstremalna dieta, tylko zdrowe odżywianie, tak?

Z: Tak. Zaczęłam większą uwagę przywiązywać do jedzenia i do tego, co sobie przygotowuję. Zaczęła się eliminacja różnych produktów. Oczywiście u babci czy jak jadłam z rodzicami, to nie mogłam sobie pozwolić na różne produkty. Zaczęłam za dużo rzeczy eliminować, ale to przyszło mi z czasem. Chudnięcie trwało około roku i tak się do tego przyzwyczaiłam, że pomimo tego, że schudłam, to nie potrafiłam przestać. Nie potrafiłam później wrócić na normalne tory, tylko nadal w tym tkwiłam. Cały czas jadłam 5 posiłków co 3 godziny. Cały czas eliminowałam różne rzeczy. Nie jadłam żadnego pieczywa, chyba że czysto ziarniste. Nie jadłam ziemniaków, bo było to zło wtedy. Wyeliminowałam cukier, masło. Wszystkie rzeczy, od których się niby tyje i są zabronione w świecie modelingu. Tak mi się przynajmniej wydawało i zagłębiłam się w to aż za bardzo, a później nie potrafiłam z tego wyjść. Zaczęła się bardzo restrykcyjna dieta i właśnie wtedy za dużo schudłam.

D: Czyli było tak, że zaczęłaś pierwszą zdrową dietę, zmianę nawyków żywieniowych, co pozwoliło Ci schudnąć przez rok? Podejrzewam, że była też taka kwestia, że jeżeli nie leżało to w Twoich zainteresowaniach, tylko robiłaś to, bo był taki cel, żeby to zrealizować – to podejrzewam, że mogło zadziać się tak, że zaczęłaś czerpać z tego satysfakcję. Bo jednocześnie osiągnęłaś cel i były tego efekty, a z drugiej strony też za bardzo nie wiedziałaś jak i kiedy masz to zmienić, nie?

Z: Myślałam, że muszę już w tym tkwić cały czas, bo inaczej nie będę miała efektów. Dzięki temu, że udało mi się schudnąć i utrzymać wymiary – chociaż nie byłam wtedy wychudzona na początku – udało mi się wygrać konkurs w innej agencji modelek i dzięki temu podpisałam umowę z agencją w Polsce, w Paryżu. Wyleciałam do Paryża i poszłam w bardzo dobrym pokazie. Byłam przeszczęśliwa, bo znałam mnóstwo sławnych modelek. Było mi tak dobrze. Jeszcze w dodatku ja kocham Paryż. Czułam się tam jak ryba w wodzie. Mogłam wtedy już normalnie jeść, bo dużo się ruszałam. Robiłam około 15 castingów dziennie. Oczywiście musiałam sama na te castingi jeździć mając 17 lat. Byłam bardzo młoda i do końca tego nie ogarniałam, ale sama musiałam jeździć po Paryżu metrem i dbać, żeby wszędzie zdążyć na czas. To nie było takie proste, że miałam samochód czy taksówkę, która mnie zawiozła na miejsce. Musiałam sama zadbać o jedzenie. Zadbać o to, żeby wszędzie zdążyć. Czasami zapominałam o poprawnym jedzeniu, ale wtedy nie myślałam o tym, bo bardzo lubiłam chodzić w tych pokazach i wydawało mi się, że jest wszystko ok.

D: Jak najbardziej to rozumiem. Zresztą też podziwiam, bo mając 17 lat to było to olbrzymie wyzwanie.

Z: Tak. Jeszcze cały czas chodziłam do szkoły, więc notatki dostawałam od koleżanek. Dobrze, że je miałam, bo bez nich byłoby mi bardzo ciężko. Robiłam pokazy, a potem wracałam do apartamentu i się uczyłam. Byłam zawzięta, miałam dyscyplinę i byłam zmotywowana, żeby tak dużo robić. To było niesamowite.

D: Co stało się dalej? Był moment dużej ilości pracy, jednocześnie podekscytowania i tak dalej. Powiedziałaś, że jedzenie było obok, ale prawdopodobnie nie było odpowiednie. Co się stało, że stwierdziłaś, że to poszło za daleko? Czy był taki moment? Czy ktoś Ci to powiedział? Jak to było?

Z: Zauważyłam, że coś jest nie tak, kiedy w liceum straciłam mnóstwo znajomych przez to, że dużo schudłam. Dużo moich znajomych patrzyło na mnie dziwnie. Nie wiedziałam o co chodzi. Kiedyś jadłam lekki serek wiejski i kolega powiedział: Zuzia, co Ty jesz? Co to ma być? Odpowiedziałam, że serek wiejski, bo nie było innego. Byłam się też jeść swoje rzeczy. Kiedyś w łazience jadłam, bo bałam się jak moi znajomi na to zareagują. Wtedy zauważyłam, że coś jest nie tak, bo byłam faktycznie jakaś dziwna. Wtedy też zaczęły się moje problemy z gospodarką hormonalną i nie miałam okresu przez długi czas. Na początku nie zwracałam na to uwagi. Myślałam, że to fajnie, bo nie muszę się o to martwić. Nie wiedziałam, że później mogą być z tego jakieś konsekwencje. Po liceum zrobiłam sobie gap year. Wyszło z tego 2 lata przerwy. Wtedy byłam w agencji i dużo podróżowałam. Byłam w Bangkoku, Hongkongu, Japonii. Jak byłam w Japonii to zauważyłam, że coś nie gra. Ludzie się na mnie dziwnie patrzyli, bookerzy, klienci za bardzo mnie nie chcieli. Booker na zdjęciach w bikini powiedział, że: Zuzia, wyglądasz okropnie. Jesteś za chuda. O co chodzi? Nie rozumiałam, bo chcieli żebym była chuda, a teraz mówią, że jestem za chuda. Wcześniej – jeszcze przed tym wszystkim – booker powiedział mi, że jestem zbyt fit i zbyt umięśniona. Przestałam ćwiczyć siłowo. Zaczęłam więcej spacerować i jakoś mi się udało. Wtedy wyjechałam do Chin i całe mięśnie mi spadły. Wtedy tak dużo schudłam, że jak teraz patrzę na te zdjęcia, to naprawdę chce mi się płakać. Wtedy w ogóle tego nie zauważałam.

D: To było po tym, jak powiedzieli Ci, że jesteś za chuda?

Z: To było w trakcie. Jak powiedzieli mi, że jestem zbyt fit i zbyt umięśniona, to wtedy schudłam. Też przez to, że wyjechałam do Chin i nie miałam tam możliwości ćwiczeń. Było spoko. Miałam tam pracę. Później, jak byłam na pokazach w Paryżu w Mediolanie, to nawet zwrócili mnie z Paryża pierwszego dnia, bo nie przeszłam testów u doktora, bo powiedział mi, że jestem za chuda. Później po Paryżu leciałam do Japonii i też tam nie do końca to wyszło. Wtedy ogarnęłam, że coś jest nie tak.

D: Trochę zaczęło się sypać, nie?

Z: Przesadziłam. Wróciłam do agencji, jak wróciłam z Japonii. Agencja powiedziała mi: Zuzia, zacznij jeść. Co to ma być? Nie wiedziałam, już wtedy o co chodzi. Próbuję być chuda, bo o to w tym chodzi. Jak jesteś najchudsza to wygrywasz. Ale wtedy tak przesadziłam, że płakać mi się chce.

D: A powiedz mi proszę, czy pamiętasz swoje odczucia odnośnie samego jedzenia? Czy patrzyłaś na nie w taki sposób, że im mniej tym lepiej?

Z: Przez to, że miałam 5 małych posiłków, to nie podjadałam. Wyeliminowałam wszystko, co niedozwolone, niebezpieczne, niekomfortowe.

D: Czyli chodziło o to, że Twój jadłospis był perfekcyjny, wpisany w schemat i poza to nie wychodziłaś?

Z: Wydawało mi się, że jem wtedy dużo i normalnie. Jak wszyscy inni ludzie. Zrezygnowałam z wyjść do restauracji. A nawet jak wyszłam gdzieś z koleżanką, to miałam swoje pudełko. Trzymałam się tego w 100%. Kalkulowałam sobie, że teraz gdzieś jadę, nie będzie mnie 4 godziny, to muszę sobie wziąć coś do jedzenia, żeby mnie głód nie złapał. Nigdy nie byłam super pełna, ale nie byłam też nigdy super głodna. Przed pójściem spać wszystko sobie planowałam. Moje myśli krążyły cały czas wokół jedzenia. Wtedy powstał mój blog na Instagramie, bo zaczęłam wstawać swoje zdjęcia jedzenia. Tak to mniej więcej wyglądało. Cały czas myślałam, że jem normalnie.

D: To jest trochę przerażające, nie? Bo rozumiem, że po drodze sama się edukowałaś, czytałaś o dietach? Poza tym co dostałaś na początku. Tylko że to szło w coraz to większą restrykcję.

Z: Coś tam czytałam. Może wtedy nie było to tak popularne, jak teraz, ale faktycznie na Faceeboku różne rzeczy czytałam. Pamiętam jeden impuls, który dało mi kilku bookerów z różnych agencji, że: Zuzia, musisz schudnąć. To zapoczątkowało u mnie to wszystko. Gdyby bookerzy byli sami uświadomieni, gdyby mogli tak fajnie modelką powiedzieć, co mają robić – tu wydaje mi się, że problemów by nie było. Ja nie miałam wskazówek mądrych, normalnych i zdrowych – sama do tego doszłam.

D: Teoretycznie na początku dostałaś drogowskaz, a później nie dostałaś tego drogowskazu co teraz, kiedy osiągnęłaś powiedzmy masę ciała i wymiary takie, jak powinny być. Nie miałaś wskazówki co dalej.

Z: Wydaje mi się, że cały czas byłam na redukcji. Cały czas jadłam za mało, więc mój metabolizm zwolnił. Był w stanie w głodu i kompletnie się zatrzymał. Moja skóra była sucha. Zimno mi było cały czas. Teraz jest mi tak gorąco, że aż rodzice narzekają, jak cały czas okna otwieram, ale wtedy było mi bardzo zimno.

D: A pamiętasz najgorsze, najtrudniejsze momenty, gdzie już zaczęłaś zauważać, że agencje Cię odrzucają, bo masa ciała jest zbyt niska, znajomi zaczynają się odwracać? Mogłabyś poruszyć ten temat? Czy dało to Tobie jakoś do myślenia?

Z: Jasne, było tych trudnych momentów sporo. Oczywiście modeling nie jest taki piękny, jak się wydaje. Chociaż też ma dużo plusów, ale aspekt zdrowotny jest tutaj przeważający. Fakt, że byłam w tym wszystkim sama, nie miałam za dużo wsparcia. Oczywiście rodzice mi jak najbardziej chcieli pomóc, ale wypierałam to wszystko, co do mnie mówili. To, że byłam źle prowadzona przez agencję, bo najpierw mówią, że jestem zbyt umięśniona potem, że zbyt chuda. Ja cały czas nie wiedziałam o co chodzi. Pracowałam w tym czasie, robiłam różne rzeczy, chodziłam w pokazach, więc było spoko, ale cały czas nie wiedziałam o co chodzi. Straciłam okres na około 5 lat. Dopiero naturalnie odzyskałam okres jakoś pół roku temu. To było niesamowite. To było moje największe osiągnięcie tamtego roku. Bardzo się cieszyłam i nadal się cieszę. Kto by pomyślał, bo kiedyś cieszyłam się, że nie mam tego okresu. Dodatkowo fakt, że moje myśli krążyły cały czas wokół jedzenia i nie potrafiłam myśleć o czymś innym. Przestałam mieć pasje. Kiedyś jeździłam konno bardzo długo. Spełniałam się w tym super, chyba z 5 lat jeździłam. Jeździłam na różne osoby i żyłam. Żyłam chwilą, miałam znajomych, cieszyłam się z każdego dnia. Później, jak przyszedł modeling, to odepchnęłam od siebie wszystko. Wszystko straciło na wartości. Myślałam tylko o tym, co zjem i jak to później spalę. Bardzo dużo ćwiczyłam w swoim pokoju. Jak siostra miała urodziny, to nie zjadłam nawet kawałka tortu, tylko poszłam do siebie na górę do pokoju. Dużo było takich ciężkich rzeczy, które mi zapadły w pamięci. Ciężko było mi to wszystko później wyprzeć i zmienić. Oprócz aspektów zdrowotnych, to jak byłam w Paryżu, to zostałam okradziona w metrze, jak jechałam na fitting do ważnego projektanta. Wchodząc do metra, ktoś mi zabrał telefon i to było najgorsze, co mogło mi się wydarzyć – chociaż w sumie cieszę się, że mnie nie zadźgał ani nic mi nie zrobił, tylko ten telefon. Ale jednak stracić telefon, będąc sama w wielkim mieście, to był szok. Wszystko wtedy straciłam. Poczułam się jak Hiob, który wszystko stracił.

D: I co wtedy zrobiłaś?

Z: Próbowałam ten telefon jakoś odzyskać. Pojechałam na fitting, oczywiście byłam tak smutna, tak zapłakana, że tego pokazu nie zdobyłam. Byłam zła i agencja dała mi jakiegoś grata. Rodzice mnie pocieszali, że dobrze, że nic mi nie zrobił. Wspierali mnie tam wszyscy, agencja też, ale to było ciężkie.

D: A czy odczuwałaś też samotność, patrząc poprzez kwestię diety? Jak patrzysz z perspektywy czasu?

Z: Tak. Sama jadłam wszystkie swoje rzezy. Nie jadłam nigdy w towarzystwie – zawsze sama. Najtrudniejsze w tym wszystkim było to, że podpasowałam sobie życie pod dietę, a nie dietę pod życie. Dlatego dużo rzeczy odmawiałam. Nie piłam alkoholu, więc jak chodziłam na imprezy, to oczywiście nie piłam. Przed imprezą szybko zjadłam serek wiejski, żeby nic tam nie jeść. To było trudne, że byłam osamotniona. Wtedy właśnie wszyscy się ode mnie odwrócili. To nie było tak, że ktoś chciał mi w tym pomóc: Zuzia, idź do psychologa czy coś. Mało osób się tym interesowało, więc ciężko było coś z tym zrobić. Ja też nie widziałam w tym tak naprawdę jakiegoś dużego problemu. Taka już jestem. Taka zawsze byłam. To jest właśnie dziwne, że ja myślałam, że zawsze taka byłam. Już tego nie zmienię i zawsze taka będę. Myślałam, że będąc modelką, to jestem innym człowiekiem, że nie mam potrzeb, że muszę się tylko uśmiechać – bo tak mi zawsze mówili – i dobrze się prezentować. Żadnych potrzeb, że jest mi zimno, że chce mi się pić, że chciałam coś teraz zjeść – to nie. Zawsze musiałam być tylko na tak.

D: To jest troszeczkę przerażające, nie? Pokazuje jaka część w modelingu powinna zostać bardzo mocno zaopiekowana, nie? Czyli kwestia psychologiczna i dietetyczna. Powiedz mi proszę, co się stało, że teraz jest inaczej?

Z: Wydaje mi się, że ten impuls od agencji, że jestem za chuda. Wtedy zaczęłam więcej jeść i trochę przytyłam, ale nadal wyglądałam tak samo chudo. Wtedy to zmieniło moje postrzeganie na to wszystko. Zaczęłam, wydaje mi się, już trochę normalniej jeść. Trochę odstawiłam jedzenie co 3 godziny. Bardziej jadłam normalne rzeczy, bo wtedy restrykcyjna dieta bardzo mnie zgubiła. Zaczęłam wprowadzać ziemniaki, makaron czy chleb – takie normalne produkty. Później, jak wyjeżdżałam do Azji, to tam wszystkiego próbowałam. Rozwinęłam się bardzo kulinarnie. Wstawiałam dużo różnych przepisów na Instagrama. Wydaje mi się, że to zmieniło, że się zmieniłam. Raz zemdlałam w łazience, bo mój organizm już nie wytrzymywał tego wszystkiego – to mi też dało taki impuls, żeby coś zmienić i żeby próbować odzyskać okres. Chodziłam do ginekologa. Ona mi oczywiście mówiła, że muszę przytyć, bo inaczej to nie da rady. Dała mi jakieś tabletki i nimi próbowałam wywołać okres, ale jak je odstawiałam, to okresu nadal nie było. Cały czas się starałam. To było oczywiście trudne, żeby tak po prostu wrócić do tamtego zdrowia i to wszystko odzyskać w mig. To długo trwało, zanim zrozumiałam, że miałam wtedy duży problem i że coś było nie tak.

D: Czyli Twoja masa ciała zaczęła wtedy rosnąć, otworzyłaś się na nowe smaki – tak, jak powiedziałaś – i chyba bardziej wyluzowałaś w tym kontekście?

Z: Tak. Stwierdziłam, że dużo chodzę, dużo spaceruję, więc mam wysoką aktywność. Chociaż za dużo nie ćwiczyłam, ale dużo energii zabierały mi castingi, stanie na zdjęciach przez 10 godzin – stwierdziłam, że dobrze wyglądam, więc będę jadła normalnie. Próbowałam, smakowałam, chodziłam do restauracji. Wtedy sporo jadłam, więc wydaje mi się, że zaczęło się wszystko naprawiać i zaczęłam stawiać zdrowie na pierwszym miejscu. 

D: Miałaś wtedy dalej przymus tego, że musisz jakąś masę ciała utrzymać? Czy ona naturalnie u Ciebie utrzymywała się na jakimś akceptowalnym poziomie?

Z: Bardziej chodzi o wymiary, bo jednak masa ciała nie jest tak ważna, jak wymiary. Przez to, że mam bardzo szerokie biodra, to ciężko jest mi utrzymać bardzo wygórowane wymiary – żeby je utrzymać muszę być naprawdę chuda, ale przez to, że jestem wysoka, to agencja pozwalała mi mieć te 91-92 centymetry. Jak miałam 93 cm to super pracowałam w Szwajcarii, więc wydaje mi się, że da radę pracować, jak się chce. Można utrzymywać zdrowie i nie trzeba się aż tak bardzo podpasowywać pod te ramy.

D: To pewnie też zależy jaką masz naturalnie sylwetkę. Czy pamiętasz, że był czas, kiedy pojawił się u Ciebie taki bardzo duży głód po tych restrykcjach?

Z: Zaczęło się to około rok temu. Jeszcze przed pandemią wyjeżdżałam, byłam w Rzymie i mimo tego że miałam już wtedy większe wymiary, to zaczęły w końcu na mnie pasować ciuchy, bo projektanci czasami robią za duże rzeczy. To nie jest tak, że my musimy być najchudsze, bo oni wtedy i tak muszą te ubrania spinać. Dla mnie to było dziwne, dlaczego my musimy mieć takie niskie wymiary, skoro projektanci zawsze muszą spinać ubrania. Na każdych zdjęciach miałam spinane, jak byłam za chuda. A później, jak miała fajne wymiary, to wtedy wszystko zaczęło super pasować i super wyglądałam. Moim zdaniem organizm jest bardzo mądrą maszyną i on sam cały czas się domagał więcej. Chciał wiedzieć, że już nie wrócę do głodu, żebym mogła normalnie funkcjonować. Zaczął się wtedy wilczy apetyt. Jadłam więcej niż cała moja rodzina. Nie wiem o co chodzi, ale wielka ilość kalorii na śniadanie to był dla mnie pestka. Nie wiedziałam wtedy od czego to się bierze. Bardzo rósł mi brzuch, dużo wtedy przytyłam. Bardzo też spuchłam na twarzy. To był dla mnie szok, co się dzieje w moim organizmie. Nie potrafiłam odmówić sobie różnych rzeczy. Nie potrafiłam skończyć jedzenia, musiałam jeszcze iść po jakiś deser. Czasami było tego bardzo dużo.

D: Ciekawe jest to, że Ty za bardzo nie łączyłaś tych faktów wtedy, nie? Czy łączyłaś?, Wiedziałaś z czego to wynika?

Z: Nie wiedziałam do końca. Było to dla mnie na pewno ciężkie, bo mój brat raz powiedział, że wyglądam jak chomik. Ja wtedy zrozumiałam, że coś tu jest nie tak, że faktycznie bardzo szybko się zmieniłam. Cały czas schodziłam z wielkim, spuchniętym, wzdętym brzuchem. Wymyślałam, że to jest normalne po posiłku, ale wydaje mi się, że akurat wtedy, jak na siebie patrzyłam, to naprawdę to nie było normalne. Miałam wyrzuty sumienia zawsze po takim obżarstwie. Bardzo było mi z tym źle. Straciłam wtedy na maksa swoje wymiary. Starałam się ćwiczyć i coś z tym zrobić, ale było ciężko, więc zaczęły się pojawiać stany depresyjne. Nie mogłam przyjąć do wiadomości, że tak dużo przytyłam w tak krótkim czasie. Ciężko mi też było pokazywać się gdziekolwiek.

D: Słychać, że to było dla Ciebie bardzo trudne. Zwłaszcza, że nie byłaś na to przygotowana, prawda? Inaczej jest, kiedy wiemy doskonale co się dzieje, kiedy jesteśmy tego świadomi w pełni, że organizm chce to wszystko nadrobić. To, że woda się zatrzymuje, jest normalne w pewnym momencie, mimo że odczuwanie tego jest ciężkie. Zwłaszcza, że u Ciebie retencja z dnia na dzień się zmieniała.

Z: Tak, był dyskomfort. Cały czas mnie brzuch bolał. Myślałam, że zaraz mi wybuchnie. To była bardzo dziwna obserwacja i dziwny okres w moim życiu.

D: Co się stało później? Co się stało od tamtego momentu, że teraz jesteś tu gdzie jesteś?

Z: Stwierdziłam, że przyjmę to, co się dzieje i zobaczę, co będzie dalej. Cały czas myślałam, że straciłam wymiary, że agencja ze mnie zrezygnuje. Wtedy stwierdziłam, że koniec. Przestaję o tym myśleć. Wtedy zaczęłam też liczyć kalorie, bo chciałam to kontrolować. Przeszłam na post przerywany. Myślałam, że może uda mi się tym jakoś to przezwyciężyć, ale przez to jak mijało 8 godzin od jedzenia – kiedy miałam kończyć jedzenie o godzinie 20:00 – to ja tak dużo wtedy jadłam do 20:00, żeby przypadkiem nie być głodnym kolejnego dnia. Bałam się po prostu, że umrę z głodu do rana. To było błędne koło i to wszystko sprawiło, że było jeszcze gorzej. W połowie tamtego roku stwierdziłam, że koniec ze wszystkim. Muszę od wszystkiego odejść. Muszę przestać liczyć kalorie, zastanawiać się nad głupotami i myśleć cały czas o jedzeniu. W końcu jak odpuściłam sobie i postawiłam na totalny luz, to zszedł ze mnie stres. Bo ja cały czas się stresowałam. Cały czas byłam pod presją od 5 lat. Przez mój wizerunek, diety, bookerów, którzy na mnie patrzyli, agencje, klientów. Cały czas byłam pod presją swojego wizerunku, który zawsze był zły. Zawsze było jakieś „ale”. W końcu poszłam w drugą stronę, za dużo przytyłam i odeszłam od tego wszystkiego. Stres zszedł. Zaczęłam stosować muzykoterapię, słuchać swojej ulubionej muzyki. Kiedyś uważałam, że muzyka jest beznadziejna, bo tylko się marnuje czas. Powinnam tylko się uczyć, ćwiczyć i jeść swoje rzeczy.

D: Czyli tylko produktywność.

Z: Uważałam, że muzyka to tylko strata czasu, lepiej sobie coś poczytam. Teraz postawiłam na muzykę i to mnie naprawdę uzdrowiło. Kupiłam sobie psa, który kompletnie mi zmienił życie. Spacery bez liczenia kroków, bez skupiania się nad kaloriami – sprawiły, że odżyłam. Zminimalizowałam stres i wtedy okres mi wrócił, tak naturalnie. To było niesamowite. Woda ze mnie zeszła. Moja twarz wgląda o wiele lepiej. Nie mam jeszcze wymiarów modelingowych, ale nie chcę też wracać do takich niskich wymiarów. Chcę to wypośrodkować. Jestem na dobrej drodze. Coraz bardziej siebie lubię i to jak wyglądam.

D: A myślisz, że to, jak się czujesz ma wpływ na to, jak czujesz się ze swoim wyglądem? Jak się czujesz teraz?

Z: Teraz czuję się lepiej, ale jak cały czas skupiłam się na swoim wyglądzie – że tu coś jest nie tak, że za dużo zjadłam – to cały czas mój kortyzon i mój stres był na takim wysokim poziomie, że cały czas się trzęsłam. Nie potrafiłam spać spokojnie i dlatego moje zdrowie nie było dobre wtedy. Teraz, jak zaczęłam inaczej na siebie patrzeć, lubić wszystko, akceptować wszystko – czuję się z tym lepiej.

D: To super. W Twoim czasie przemiany widać jak wiele rzeczy się zmieniło. To nie tylko oczywiście chodzi o ciało, ale przede wszystkim o Twoje samopoczucie, o to, jak Ty teraz o tym mówisz, że wcześniej byłaś zamknięta w schematach, w tym, jaka musisz być. Teraz mówisz o zupełnie innych rzeczach, czyli o tym, jak zaczęłaś rozwijać swoje inne zainteresowania, na inne rzeczy zwracać uwagę – to jest niesamowite. Powiedz mi proszę, czy uważasz, że jesteś w stanie być modelką zachowując jednocześnie zdrowe podejście, jakie masz w tym momencie?

Z: Wydaje mi się, że jak się naprawdę chce, to można. Agencje teraz też trochę lepiej na to patrzą. Jestem teraz w innej agencji, która nie daje mi takiej presji. Jest moim zdaniem bardzo fajna i uwielbiam dziewczyny tam. Wydaje mi się, że można, bo pracowałam, jak miałam trochę większe wymiary.

D: I to było jak najbardziej akceptowalne wtedy?

Z: Tak. Dobrze na mnie ciuchy leżały, wyglądałam dobrze, zgrabnie, więc nic nie stoi na przeszkodzie. Wydaje mi się, że czasami modelki gonią za jak najmniejszymi wymiarami, żeby się prześcignąć. Jak jedzie się do Paryża na pokazy mody, to na przykład do Chanel wybiera się tylko najchudsze dziewczyny. Zazwyczaj są to dziewczyny przed okresem dojrzewania, które nie mają rozwiniętych bioder, ich talia jest bardzo szczupła, mają chudziutkie nóżki. Ja nie miałam castingu do Chanel, bo nie byłam taka chuda, ale miałam castingi do innych pokazów. Z niektórymi się udało, więc jak najbardziej można. Tylko czasami ten „wyścig szczurów” może nas niestety zabić. To jest smutne, ale cały czas patrzę, jak to się wszystko zmienia i mam nadzieję, że zmieni się to na lepsze, bo widzę już, że dużo moich koleżanek też się lekko buntuje i też stawiają na zdrowie. Jestem dobrej myśli, że za jakiś czas to się zmieni na lepsze. Mam nadzieję, że agencje się trochę dokształcą, żeby w każdej agencji był wykwalifikowany psychodietetyk, który będzie pomagał modelkom. Ja bym chciała coś takiego w przyszłości zrobić i pomagać modelkom i agencjom, żeby prowadziły dobrze modelki. Żeby agencje nie skupiały się tylko na cyferkach, na wymiarach, które naprawdę są dziwne. Nasłuchałam się wiele różnych historii innych modelek, które skończyły podobnie jak ja, a później zmieniły swoje życie na lepsze i edukują teraz inne modelki, żeby tak nie skończyły, bo to zabiera dużo czasu z życia. Mam nadzieję, że jestem już na końcu tej historii, i że w tym roku będzie lepiej. Jestem dobrej myśli.

D: Myślę, że już tyle przeszłaś, że ciężko by było Tobie cofnąć się do tego, co było i zbłądzić jeszcze raz w ten sam sposób, prawda?

Z: Nie, to już nie da rady. Wypieram wszystkie myśli i nie chcę do tego wracać. To jest bardzo trudne dla mnie. Nawet nie mogłabym wrócić teraz do takiego jedzenia 5 posiłków co 3 godziny, bo aż mi się źle robi, jak patrzę na swoje zdjęcia z 3 lat wstecz. Teraz jem kompletnie intuicyjnie. Dietę pod życie sobie podpasowuję teraz. Czuję, że żyję w końcu. To jest w tym najlepsze.

D: Mogłabyś powiedzieć jeszcze kilka zdań na koniec o tym, przed czym chciałabyś przestrzec i do czego zainspirować naszych słuchaczy?

Z: Główną sprawą jest to, żeby postawić zdrowie na pierwszym miejscu. Żeby dbać o siebie, dobrze jeść, ćwiczyć normalnie. Zdrowie jest najważniejsze i modeling nie jest tutaj wyjątkiem. Jakakolwiek praca powinna traktować ludzi z szacunkiem, humanitarnie i bez uszczerbku na zdrowiu. Nie rozumiem dlaczego w modelingu miałoby być inaczej i dziewczyny miałyby cierpieć na tym wszystkim. Chciałabym przestrzec przed brnięciem do uzyskania wymiarów, które są naprawdę śmieszne i dziwne dla naszego wzrostu. Żeby dbać o siebie i o swoje zdrowie, bo zdrowie mamy tylko jedno. Jak nie ta agencja, to inna. Na pewno jak się porozmawia, to zrozumie naszą sytuację. Znam modelki, które nigdy nie miały 90 cm, a zrobiły karierę, więc wydaje mi się, że trzeba też postawić na swoim.

D: Znaleźć taką agencję, która traktuje modelki humanitarnie i też im zależy na zdrowiu, prawda?

Z: Tak, bo my też jesteśmy ludźmi. Nie jesteśmy robotami, które potrafią pracować 12 godzin dziennie i jeść tylko sałatkę. Tak nie jest. Potrzebujemy wsparcia innych osób, normalnego jedzenia, odpoczynku przede wszystkim, bo odpoczynku jest mało. Zazwyczaj wstajemy rano i idziemy na cały dzień na castingi. Wracamy wieczorem to jesteśmy padnięte. Czasami nie ma czasu na jedzenie. Trzeba o to zadbać, bo inaczej się to straci.

D: Super. Bardzo Ci dziękuję za dzisiejszą rozmowę, za podzielenie się swoimi spostrzeżeniami na temat branży, ale też za pokazanie światła, bo wydaje mi się, że modeling jest bardzo stygmatyzowany, że osobom z zewnątrz wydaje się, że to musi być bardzo restrykcyjnie, że nie da się inaczej do tego podejść. Natomiast Twój przykład pokazuje, że jednak bycie człowiekiem mimo wszystko zwycięży w momencie, kiedy postawi się jasne granice i będzie się o to walczyć po prostu.

Z: Tak, to prawda.

D: Super. Bardzo Ci dziękuję za dzisiejsza rozmowę.

Z: Dziękuję również.

D: Czy chciałabyś zaprosić naszych słuchaczy na swoje kanały, media społecznościowe?

Z: Na razie prowadzę Instagrama, więc zapraszam tam. Nagrałam też swojego e-booka. Bardzo się cieszę, że się w tym spełniłam. Jakby ktoś miał jakieś pytania, to można śmiało pisać. Pomagam też już wielu osobom, więc bardzo cię cieszę.

D: Super. Bardzo Ci dziękuję i do zobaczenia następnym razem.

Z: Do zobaczenia!


Dziękuję za wysłuchanie kolejnego odcinka podcastu „To tylko dieta”. Mam nadzieję, że znalazłeś w nim coś dla siebie. Jeśli tak, będzie mi miło, jeżeli podzielisz się nim ze znajomymi. Informacje i linki do audycji znajdziesz w opisie odcinka. Jeśli masz pytania, po prostu napisz podcast@dieta-sportowca.pl

Życzę Ci wspaniałego dnia i do usłyszenia. Pa!


0 komentarzy

Dodaj komentarz

Symbol zastępczy awatara

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *