Cześć. Z tej strony Dorota Traczyk a Ty słuchasz podcastu „O rozsądnym podejściu do zdrowego odżywiania”. Dieta? To Tylko dieta. Zapraszam na dzisiejszy odcinek z serii w krzywym zwierciadle poświęconej zaburzeniom odżywiania.


Uwaga, dzisiejszy temat jest bardzo trudny, ponieważ jest też wielowątkowy i chciałabym w miarę to logistycznie rozłożyć, żeby nie pogubić się, nie zaplątać ale jeżeli tak się stanie – wybaczcie mi proszę, bo jest to naprawdę trudny temat.

Jak rozpoznać, że jem odpowiednią ilość jedzenia podczas wychodzenia z zaburzeń odżywiania?

Dzisiejszym tematem jest to, jak rozpoznać, że jem odpowiednią ilość energii, jedzenia podczas wychodzenia z zaburzeń odżywiania. Pierwszą rzeczą, którą chciałabym tutaj wyjaśnić, to jest to, co ja mam na myśli mówiąc, że jakaś ilość energii czy jedzenia jest odpowiednia.

Naszym celem w jedzeniu pożywienia jest uzyskanie homeostazy organizmu.

Czyli tego, aby nasze hormony były uregulowane, aby działały totalnie prawidłowo, nie musiały się albo nadmiernie wydzielać, albo niedostatecznie, żeby na wszystko były zapasy energii. Dostępność energii, abyśmy mogli codziennie wykonywać wszystkie nasze aktywności codzienne. Ewentualnie sport, jeżeli uprawiamy. Abyśmy nie musieli nadmiernie myśleć o jedzeniu, tylko każdy fizjologiczny głód, byłby po prostu spójny z naszym apetytem czy z naszym głodem psychologicznym, o którym mówiłam w pierwszym odcinku tego podcastu „To tylko dieta”. I właśnie to jest celem tego odżywienia energetycznego. Jeżeli chodzi o odżywienie energetyczne – czyli ja to trochę tłumaczę z angielskich słów nutritional rehabilitation, co jest jednym z dwóch niezbędnych etapów do tego, aby w ogóle z zaburzeń odżywienia wyjść. Samo odżywienie jest ważne, ponieważ osiągamy tą tak zwaną homeostazę organizmu. I myślę, że część osób, która zaznaczyła tą odpowiedź na Instagramie, ponieważ jak zwykle pytałam Was o to, jaki temat poruszyć dzisiaj w tym odcinku i największa ilość osób zaznaczyła ten temat, który omawiam dzisiaj. Myślę, że część osób miało takie podejście, że ile powinienem jeść a ile nie jest za dużo? Zauważcie, że mamy dwa typy osób z zaburzeniami odżywienia, ale

Przeważająca ilość osób liczy kalorie i wszystko analizuje po to, żeby nie przytyć. Czyli boi się, że jeżeli zaufa organizmowi to organizm zacznie te kalorie nadrabiać…

… jeść więcej, bo tutaj albo się pojawia – takie podejście bym powiedziała troszeczkę nieświadome, ale po to tutaj jestem, aby to wszystko uświadomić – czyli, bo ja jestem słaba, bo ja nie mogę, bo jestem beznadziejna i będę się objadać, jestem gruba i dlatego chcę jeść. Albo takie bardziej świadome podejście, jakim ja chcę Was zarazić, aby było Wam łatwiej, czyli zrozumienie tego, że

Długotrwały deficyt podczas zaburzeń odżywiania, spowodował to, że nasz apetyt czy głód psychologiczny jest wysoki.

To jest fizjologiczna reakcja i też przywilej do tego, aby to jedzenie dostarczyć. Tylko jest o tyle to trudne, ponieważ nauczyliśmy swój mózg tego, że jedzenie jest nie do końca dobre, zwłaszcza jedzenie ponad zapotrzebowanie. To jest coś, przed czym nasz mózg będzie się bronił, więc jest to też coś, co będzie sprowadzało nas do tego, że podjęcie takiej decyzji przez nas – czyli jedzenie ponad zapotrzebowanie – będzie nie lada wyzwaniem albo będzie wręcz paraliżujące. Jedną z przyczyn, dla których osoby z zaburzeniami odżywiania, już takie trochę bardziej świadome, idą do dietetyka. To jest właśnie to pozwolenie na jedzenie więcej. To przyzwolenie, żeby to przyzwolenie było z góry, a nie wynikało od nas, czyli żeby było nam łatwiej podjąć decyzję, żeby jeść więcej. Wiadomo, że

Jedzenie więcej podczas wychodzeń z zaburzeń odżywiania jest niezbędnym elementem.

Ale to o czym myślałam, mówiąc, że część osób ten temat mogło zrozumieć trochę inaczej jest fakt, że jedzenie odpowiedniej ilości jedzenia wiele osób będzie interpretowało jako jedzenie tyle, ile wynosi moje zapotrzebowanie. Nie mniej jednak

W zaburzeniach odżywiania musimy pamiętać o tym, że odpowiednia ilość jedzenia dla nas bardzo często nie równa się dietą normokaloryczną.

Właściwie nigdy nie równa się dietą deficytową, czyli dietą ubogoenergetyczną na nasze zapotrzebowanie. Ale zawsze równa się co najmniej zapotrzebowaniu naszego organizmu, obecnie czyli dietą normokaloryczną, o której mówiłam w drugim odcinku podcastu „To tylko dieta”. Ale w olbrzymiej ilości przypadkach taka dieta równa się surplusowi kalorycznemu, czyli więcej niż potrzebujemy. Wiecie, zrehabilitowanie się energetyczne będzie sprzyjało nam, wyciszeniu tym myślom o niejedzeniu, bo też głód psychologiczny – tak jak mówiłam, ale chciałabym jeszcze uzupełnić – to nie jest myślenie tylko co bym zjadł, czego nie mogę zjeść, ale trochę o tym marzę, albo wszystkie te rzeczy, o których mówiłam w pierwszym odcinku. To także jest myślenie o niejedzeniu, czyli o tym, że teraz nie powinienem jeść, teraz powinienem ćwiczyć, teraz nie będę jadł tego i tak dalej. Wszystko, co dotyczy jedzenia i niejedzenia, co dotyczy ćwiczeń, spalania kalorii, nie spalania kalorii, myśleniu o tym, że nie spaliłem kalorii, to jest głód psychologiczny. To jest taka reakcja naszego organizmu, który jest tak wykończony też tym deficytem, że on będzie spalał mniej kalorii na fizyczne uczucie głodu w żołądku i brzuchu, aniżeli na te myśli, które po prostu w pewnym momencie zaczynają nami kontrolować i zabierają nam tak dużą część głowy, że ciężko nam rozwijać inne pasje. Bo cały czas z tyłu głowy jest to jedzenie. To jak wyglądamy – bo to też jest częścią głodu psychologicznego – czyli takie nadmierne skupianie się na tym, jak teraz wyglądam, jak teraz ludzie na mnie patrzą, co o mnie myślą, jak ja wyglądam w ich oczach. Przekładanie tego, że na przykład dzisiaj zjadłam więcej, to od razu wszyscy na pewno na mnie patrzyli, widzieli i teraz widzą, że ja przegrałam tą swoją walkę. To jest bardzo, bardzo szeroki temat ale myślę, że doskonale to rozumiecie, jeżeli z czymś takim się zmagacie. Przechodząc powoli do odpowiedzi na to, jak rozpoznać, że jem odpowiednią ilość jedzenia, to musimy się posłużyć tym, o czym mówiłam.

Po pierwsze czy odczuwam głód fizyczny?

Jeżeli nie odczuwam, to już jest jeden stopień, do tego rozpoznania. W pierwszej fazie zdecydowanie głód psychologiczny będzie najważniejszy. Czyli czy ciągle myślę o jedzeniu, czy analizuję, czy robię te wszystkie dziwne rzeczy. Jeżeli tak, to najprawdopodobniej znaczy, że jesz zbyt mało – proste.

Jeżeli myślisz, że czegoś nie powinieneś zjeść, to najprawdopodobniej, powinieneś to zjeść. Bo Twój mózg podpowiada w tym momencie na odwrót.

Jeżeli po jedzeniu, po jakimś posiłku czujesz, że zjadłbyś jeszcze, to znaczy, że Twoje potrzeby są większe i powinieneś zjeść więcej. Nawet jeżeli nie czujesz się głodny fizycznie ale psychologicznie, a wcześniej miałeś restrykcyjne zaburzenia odżywiania, czyli jakiekolwiek restrykcje czy energetyczne, czy też polegające na wykluczaniu poszczególnych pokarmów. Tak samo dotyczy to jakości pożywienia. Czyli jeżeli nadal staramy się wyjść z zaburzeń odżywiania, ale odżywiamy się 100% clean diet – czysta micha tak zwana – a po takim posiłku super, ekstra – czyli na przykład kasza gryczana niepalona plus łosoś eko, plus kapusta kiszona, olej lniany, zioła świeże i inne cuda niewidy – myślimy sobie

Kurde byśmy zjedli trochę czekolady, ale nie czekolady gorzkiej 100%, która smakuje nie powiem jak. Ale normalnej czekolady Milka Oreo na przykład. To też jest znak, że powinniśmy ją zjeść.

Bo nie znam jeszcze przypadku osoby, która wyszła z zaburzeń odżywiania, jedząc idealnie zdrowe, fit posiłki non stop i cały czas eliminując różne grupy produktów. To też nie chodzi, aby ta dieta nagle było super niezdrowa, ale o to, aby zwiększyć ilość produktów, które jemy. Moi podopieczni, z którymi współpracuję, którzy wychodzą z zaburzeń odżywiania, dostają różne takie dziwne zadania, które mogłoby się pomyśleć nie przystają dietetykowi, a jednak. Zresztą później okazuje się, że te zadania dobrze na nich działają i zwiększają różnorodność produktów, które spożywają. Przestają się ich bać i to podejście do jedzenia się bardzo, bardzo zmienia. To co myślę, że warto powiedzieć w kwestii przyzwolenia na jedzenie i myślę, że zwiększające świadomość jest to porównanie:

W momencie, kiedy mamy super mało pieniędzy do życia. Nagle w pewnym momencie jest tak, że ledwo co wystarcza nam na podstawowe potrzeby.

Czyli opłacamy sobie mieszanie, plus mamy ograniczoną ilość pieniążków na to, aby mieć na jedzenie, podstawowe potrzeby. To w tym momencie, tak samo, jak na deficycie – jeżeli jesteśmy rozsądni, no to rezygnujemy z wszystkiego, co jest nam niepotrzebne, po to aby zadbać o swoje podstawowe potrzeby.

Później w momencie, kiedy nagle mamy zastrzyk gotówki to rozsądny człowiek, co zrobi? Przede wszystkim odłoży sobie trochę pieniędzy po to, aby mieć na potem.

Plus, jeżeli w tym okresie biedy, pożyczyliśmy od kogoś, zaciągnęliśmy jakąś pożyczkę, no to w pierwszym momencie, jak się odbijemy, to zaczniemy te pożyczki spłacać i nadal dbać o swoje podstawowe potrzeby. Przez jakiś czas będzie to trwało, bo też jeżeli byliśmy w tym okresie, gdzie nie mieliśmy pieniędzy, to być może coś tam się zepsuło, coś by może było trzeba naprawić i tak dalej. I dopiero w momencie, kiedy mamy więcej pieniędzy niż te nasze podstawowe potrzeby wynoszą, to możemy dopiero zająć się tymi naprawami, oddawaniem długów, odkładaniem sobie pieniędzy na później, oszczędności i tak dalej. Dokładnie to samo dzieje się z naszym organizmem. Nasz organizm tak jak my też jest mega rozsądny i myślę, że tego trochę nie doceniamy.

Wyobraźcie sobie, że mamy dług, ale nie pieniężny tylko energetyczny, który trwa przez lata.

Nasz organizm jako, że musiał sobie radzić z tym, że ma bardzo niską dostępność energii przez lata, to dbał o to, byśmy mogli nadal funkcjonować, żeby jakoś mógł nas utrzymać w dobre w miarę kondycji, abyśmy mogli pociągnąć dalej. Więc wyrobił sobie jakieś swoje szlaki, którymi zaczął chodzić. 

Dopiero w momencie, kiedy zaczniemy mu dostarczać więcej energii, to on zacznie dbać też o inne nasze potrzeby plus o skutki deficytu, z którymi wcześniej nie mógł sobie poradzić, czyli spłacanie długu.

Wyobraźcie sobie, jeżeli przez lata byliście w deficycie, to zarówno regeneracja, zarówno układ hormonalny i ten nasz głód mentalny, został troszeczkę przemieniony i wybity z takiej normy i homeostazy. To, co potwierdza, to co mówię, to jest raz, że często po wyjściu z deficytu dopiero zaczynamy czuć olbrzymie zmęczenie, które nam się nawarstwiało przez lata, ale które dosyć wysoka adrenalina nam jakby wypierała. Nie odczuwaliśmy tego, aż tak mocno, jak po wyjściu z deficytu. Czyli ogromne zmęczenie, ból całego ciała – to jest tak specyficzne uczucie, że myślę, że jeżeli macie to za sobą, to doskonale wiecie o co chodzi. Ból mięśni, nagle zwiększona skłonność do przeziębień. To jest też trochę porównanie jak na przykład mamy bardzo intensywny okres w pracy, a później wyjeżdżamy na urlop, emocje opadają i nagle jesteśmy chorzy. To jest dokładnie to samo. To samo jest po wyjściu z deficytu, czyli mamy okres, w którym czujemy się zmęczeni, ociężali na maksa, głód nasz już wtedy wiruje do góry i mamy ochotę tylko jeść i nadrabiać to wszystko, co przez poprzednie lata sobie odmawialiśmy. Przez ten pewien okres spłacania tych długów, my będziemy zachowywać się zupełnie inaczej, niż w momencie homeostazy i trochę strach przed tym etapem, który może dojść po takiej silny restrykcji, powoduje, że boimy się w ogóle zrezygnować z tej restrykcji. Myślę, że zdajecie sobie sprawę, że bardzo często jest tak, że osoby, które cierpią na anoreksję, w pewnym momencie przechodzą z anoreksji w bulimię. Dlaczego? Dlatego, że ich organizm już tak jest wygłodzony, że co jakiś czas te bariery puszczają i zaczynają się te epizody bardzo dużych napadów na jedzenie. To nie jest, to że oni nagle są słabsi czy coś takiego. Taka interpretacja zwykle tworzona jest w mózgu osoby z zaburzeniami odżywiania.

To nie jest słabość. To jest reakcja fizjologiczna.

Tak samo, jeżeli chodzi o objadanie się nawet bez kompensacji czy w postaci wymiotów, czy kompensacji w postaci zwiększonego wysiłku fizycznego.

Odpowiedź na pytanie – ilość jedzenia, która jest wystarczająca

To jest taka ilość, która będzie doprowadzała do uczucia satysfakcji z jedzenia.

Nie tylko najedzenia fizycznego, ale uciszenia głodu mentalnego. To nie jest coś, co da się odbudować w jeden dzień, tylko w zależności też od tego, jak silne są te zmiany w Twoim organizmie, może to trwać od miesiąca, dwóch czy trzech do pół roku na przykład. Może trochę dłużej.

Im dłużej byłeś w deficycie, tym dłużej będzie trwał ten dosyć niewygodny etap, który tak naprawdę bardzo dużo uczy w pewnym momencie.

Uczy świadomości naszego organizmu, tego jak bardzo on chce dojść do homeostazy, gdzie nie myśli już o jedzeniu, gdzie jest odżywiony i wtedy można też skupić się – w między czasie oczywiście – na zmianie podejścia, na zmianie nawyków, tych schematów, o których też już dużo mówiłam. Jest to bardzo istotne i warte uwagi. Odpowiadając jeszcze raz – satysfakcja po posiłku i zaprzestanie odczuwania głodu psychologicznego, czyli momentu w którym zamiast myśleniu o jedzeniu, o ćwiczeniach, nie ćwiczeniach, ciele, naszej sylwetce i tak dalej. Zaczynają pojawiać się nowe hobby, przestaje nas interesować jedzenie, w ogólnie nie kumamy w pewnym momencie, jak można robić zdjęcie posiłków na Insta. W momencie, kiedy jesteśmy w stanie zapomnieć o tym posiłku, bo często jest tak, że nawet jeśli w tym okresie jedzenia tyle, ile nasz organizm potrzebuje – czyli nawet jeżeli to jest surplus kaloryczny – przytyjemy, to później

Jak organizm będzie już odżywiony, on będzie chciał dojść do masy ciała, która jest dla niego dedykowana.

Bardzo często jest tak, że najpierw jest taki wzrost masy ciała, a później ona się po prostu reguluje, bo apetyt jest tak wyregulowany, że po prostu nic się nie myśli o jedzeniu, nawet można o nim zapomnieć. Podczas zaburzenia odżywiania jest to bardzo ciężko sobie wyobrazić, dlatego wiele osób sobie myśli, że ten okres jedzenia zbyt dużo, będzie trwał w nieskończoność i doprowadzi ich do otyłości. To nie jest tak. Nasz organizm jest naprawdę inteligentny, a ja wiem, że większość z Was i tak – myślę, że 99,9% osób – odżywia się po prostu rozsądnie, zdrowo, wie co jest zdrowe, a co niezdrowe. Jego dieta, nawet jeżeli będzie zawierała produkty rekreacyjne, to nie będzie tak, że ona będzie się składała z samych produktów super, mega oczyszczonych, totalnie bezwartościowych. Nie ma takiej opcji. Ale jeżeli chodzi o jakość jedzenia podczas wychodzenia, ona też może być bardzo różna.

Pod koniec tego podcastu przeczytam Wam bardzo fajnego maila, który moim zdaniem zawiera trochę clou tego, o czym dzisiaj mówię, ale też dużo opisuje, jeżeli chodzi o zaburzenia odżywiania i bardzo się utożsamiam z tym, co napisała Ania w tym mailu. Przeczytam Wam to później. Myślę, że będzie to dla Was bardzo ciekawe i wartościowe.

Chciałabym też powiedzieć o tym, że prawdopodobnie żaden z Was nie chce przytyć wychodząc z zaburzeń odżywiania. To jest logiczne i każdy się tego bardzo boi, ale niekiedy jest to bardzo potrzebne. Nie mniej jednak przy anoreksji atypowej czyli u osób, które mają normalną masę ciała albo masę ciała ponad normą (czyli mają nadwagę lub otyłość). I powiedzmy zmagają się z takim rodzajem anoreksji, że bardzo się ograniczają albo jest to anoreksja na przykład bulimiczna, czyli co jakiś czas mają napad odżywiania – to w tych przypadkach bardzo często sama normokaloryczna dieta już pozbawia nas tych napadów. Nawet jeżeli się zdarzają, to też nie powinniśmy ich traktować, jako coś złego, coś przed czym musimy się bardzo mocno bronić, bo tak jak mówiłam – to jest wynik tych wszystkich restrykcji. Najlepszym rozwiązaniem wtedy jest wyrównanie diety do diety normokalorycznej, powoli decydowanie się na to, aby sięgać po te produkty zapalne, które powodują puszczenie hamulców i jedzenie więcej. Powoli wprowadzanie tych produktów, powoli wychodzenie ze schematów, po to, abyśmy mogli stopniowo zmieniać podejście do jedzenia i przestawać patrzeć na nie, jako coś zawsze złego.

Powiem Wam, że jedzenie odpowiedniej ilości, to nie jest nigdy konkretna ilość kalorii. Może być też tak, że naturalnie jednego dnia będziemy bardziej głodni, drugiego – mniej. Jednego będziemy więcej myśleć o jedzeniu, drugiego – mniej.

To jest zupełnie normalne. Także ustalenie konkretnej kaloryczności nie zawsze jest dobrym rozwiązaniem. Jest dobrym rozwiązaniem w momencie, kiedy jesteśmy na przykład sportowcami, nigdy nie liczyliśmy kalorii i nie mamy do czynienia z zaburzeniami odżywienia. Wtedy warto jest policzyć sobie kalorie, tak jak mówiłam w drugim odcinku, po to, aby być pewnym, że jemy odpowiednio i wydatkujemy też tyle energii, ile pozwala nam dostępność energii. To myślę, że jest takim clou. Myślę, że to porównanie, które zastosowałam jest bardzo obrazujące ten temat.

Mail od Ani

Teraz Wam przeczytam maila od Ani, bo ujęła to fantastycznie. Uwaga, to będzie długi mail! Jeśli macie jakieś inne swoje historie, to zawsze zapraszam do tego, aby się nimi dzielić na maila podcast@dieta-sportowca.pl. Po to też, abym mogła przeczytać ten mail, skomentować może i podzielić się nim z innymi. Uwaga, uwaga. Nie będę początku czytała, bo tu jest parę słów do mnie bezpośrednio.

„Czy daję sobie radę? Na ten moment wiąże się to z małym wysiłkiem. Zmiana myślenia a co za tym idzie, zmiana zachowań. Po tylu latach prób chodzenia drogą na skróty, nie należy do łatwych. Bardzo duże znaczenie, o wiele za duże – jak sama często mówisz – przypisujemy jedzeniu. Ja przez te lata również w diecie, widziałam swój problem. Zmienię dietę to wyzdrowieję, będę szczęśliwa, będę się rozwijać, znajdę w końcu siebie, odkryję swoje pasje, poczuję się w końcu wolna i będę odważniejsza. To najczęściej pojawiało się w mojej głowie. Dopiero teraz widzę, jakie to głupie, że upragnionego poczucia wolności szukałam w restrykcjach, zakazach i nakazach. Oczywiście nigdy z tego nic nie wychodziło i oczywiście winna byłam ja, albo niezdiagnozowana jeszcze u mnie choroba. Ale to tylko kawałek problemów – bo tak, jak wcześniej pisałam – to był mój sposób na chyba jakiś brak tożsamości. Jak wspaniale poczuć się kimś, na przykład weganką. Na pewno jest to forma ucieczki od rzeczywistości, prawdziwych problemów, bo bardzo łatwo powiedzieć znowu nie radzę sobie z jedzeniem i na tym się skupić. Zamiast przyznać się przed sobą, że tęsknię za domem, albo jestem samotna, albo stresuję się kontaktami z ludźmi lub nie wiem co mnie interesuje. Trudno mi wstać z łóżka i przeżyć dzień dzisiejszy. Nie znam siebie. I nie, to jeszcze nie koniec, bo jak sama wiesz, dochodzą do tego problemy ze zdrowiem, które naprawdę się odczuwa, ale to też można przegiąć w drugą stronę. Ja z osoby bardzo na tym skupionej i mającej już na pewno niedoczynność tarczycy, wrzodziejące zapalenie jelita, atopowe zapalenie skóry, PCOS, insulinooporność, nawet nowotwór i jeszcze milion innych chorób – olałam całkiem zdrowie. Po tym jak wykasowałam w swoim słowniku dieta jakaś tam, jadłam to, co lubiłam – okazało się, że głównie kanapki – dopiero po miesiącu codziennych biegunek i schudnięciu 7 kilo, dałam się namówić na wizytę u lekarza. Często ludzie nazwijmy ich niewtajemniczeni i nierozeznani – na przykład mój tata – strasznie się denerwował. Tym samym denerwował mnie i mówił wystarczy jeść normalnie. I wiesz co? Ja dzisiaj wiem, że mój tata miał cholerną rację. Z małym ale – to jeść normalnie oznacza zmierzenie się ze wszystkim tym, przed czym jak tarcza chronią właśnie problemy z jedzeniem. A to już nie takie łatwe. Kończąc już, uważam, że temat bardzo delikatny i trudny, dlatego też podziwiam Cię”.

Tutaj Ania poruszyła nie dość, że ten temat zagubienia się w zaburzeniach odżywiania i zasłaniania sobie różnych rzeczy restrykcjami, to po drugie właśnie ten temat, który wiąże się z powikłaniami zdrowotnymi, albo szukaniem tych chorób – zamiast zmierzyć się właściwie z różnymi problemami na co dzień. To jest bardzo ciekawe. Myślę, że też mój komentarz jest tutaj zbędny, bo mail był bardzo emocjonalny i mnie wzruszył, tak ze naprawdę dzięki bardzo. Dziękuję za tego maila i mam nadzieję, że też troszeczkę w nim może coś rozpoznajecie. Jakieś zachowania albo macie skojarzenia. Możecie mi śmiało pisać oczywiście na maila i myślę, że tym akcentem skończę dzisiejszy odcinek. Niedługo oczywiście na Instagramie ponownie będę szukać tematów, które wydają się Wam interesujące.

Pamiętajcie jednak proszę, że zawsze możecie mi pisać, jaki temat wydaje Wam się ciekawy do omówienia.

Tych tematów jeszcze ja i tak mam bardzo długą listę, więc spokojnie. Jeżeli nie napiszecie, to i tak będę gadać. A tym czasem życzę Wam wspaniałego wieczoru lub wspaniałego poniedziałku, wspaniałego tygodnia i jeżeli jedziecie teraz do pracy – to miłej pracy. Jeżeli jedziecie na uczelnię – to miłej uczelni. Zróbcie dla siebie dzisiaj coś dobrego. Miłego dnia. Pa! 


Dziękuję za wysłuchanie kolejnego odcinka podcastu „To tylko dieta”. Mam nadzieję, że znalazłeś w nim coś dla siebie. Jeśli tak, będzie mi miło, jeżeli podzielisz się nim ze znajomymi. Informacje i linki do audycji znajdziesz w opisie odcinka. Jeśli masz pytania, po prostu napisz podcast@dieta-sportowca.pl

Życzę Ci wspaniałego dnia i do usłyszenia. Pa!


0 komentarzy

Dodaj komentarz

Symbol zastępczy awatara

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *